stachurski
Sport

Wywiad z Jerzym Stachurskim

Z Jerzym Stachurskim, dyrektorem Zespołu Szkół w Czeczewie, kompozytorem i poetą rozmawiał Dariusz Tryzna redaktor naczelny Kuriera Kaszubskiego.

Dariusz Tryzna: Kompozytor, poeta i dyrektor szkoły. Jak Pan to wszystko godzi? Czy można tak się wyćwiczyć, by natchnienie pojawiało się po godzinach pracy w szkole? Zwłaszcza, że np. stworzenie spektaklu teatralnego to praca zespołowa. Ktoś na pańską muzykę czeka, żeby sam mógł „swoją działkę” wykonać.

Jerzy Stachurski: To kwestia dyscypliny. Uważam, że sprawy organizacji, szkoły są do godziny 16, a potem następne godziny to moja sprawa prywatna. Wtedy mogę uprawiać twórczość, którą zawsze chciałem uprawiać i uprawiam od 1968 roku. Albo muzyka. Jedną muzykę do spektaklu przygotowuje się około pół roku. To jest ogromna praca. Nauczyłem się wszędzie do wykorzystania każdej minuty. W chwili gdy jadę, coś myślę, notuję, tworzę teksty podczas podróży, czas po próbie też wykorzystuję na korekty. Rzeczywiście, kiedy się współpracuje z innymi, terminowość jest bardzo ważna, trzeba terminu dotrzymać. Szczególnie w teatrze, tu są terminy prób itd.

DT: Czyli zasadniczo jest Pan twórcą „po godzinach”. Nie żal Panu, że nie na cały etat? Ile więcej mógłby Pan stworzyć…

JS: I tak jest tego sporo. Cały czas, ustawicznie jestem na rynku, jestem grany, cały czas mam tantiemy z wykonywanych utworów. Były też czasy, kiedy sporo moich utworów było w repertuarze teatrów, czasem 5-7 przedstawień w sezonie. Ale normalne jest, że działalność każdego człowieka, czy to jest twórca, sportowiec, ma swoje apogeum a potem jest już mniej intensywna. Cała sztuka polega na tym, aby trwać cały czas, może nie w takim natężeniu, ale trwać na rynku tak długo jak to jest możliwe. Zmieniają się style, zapotrzebowanie, a artysta może się dostosować. Jest to wielka rzecz. Jak zaczynałem była inna muzyka, możliwości. W telewizji były tylko 2 programy. To mnie kształtowało, potem były lata 70 kiedy zacząłem pierwsze utwory nagrywać, spotkałem się z techniką nagraniową, nagrywało się jeden raz, potem były coraz nowsze metody, a dziś, kiedy są techniki komputerowe każdy może zrobić dobre nagranie w domu.

DT: Czyli dawniej twórcy mieli znacznie mniejsze możliwości techniczne.

JS: Tak, ale nie zdawali sobie sprawy z tych ograniczeń. Technika bywa ograniczeniem dopiero wtedy, kiedy się psuje. Pamiętam taką sytuację w latach 90. Nagrywałem, a w latach 90. były już wieloślady, czyli szerokotaśmowe magnetofony 16-ścieżkowe. Taki wieloślad miał Poznań, Szczecin, Bydgoszcz, Warszawa. Nagrywałem dla Radia Gdańsk i tak się zdarzyło, że ten wieloślad w Gdańsku się zepsuł, trzeba było go zmiksować na wąską taśmę, albo wybrać, gdzie pojechać z szeroką taśmą. Wybrałem Bydgoszcz, gdzie czekało na mnie studio, realizator i po prostu mogłem tam dokończyć nagranie. To wszystko ze mną dorastało, przekształcało się i niedawno podobne nagranie zrobiłem w tym gabinecie, w którym jesteśmy. Kolega przyniósł sprzęt i tutaj nagrywaliśmy piosenki.

DT: Dzisiaj każdy może sobie zafundować studio nagraniowe. Rodzą się przeboje à la „Jesteś szalona”. Jak to jest? Jak muzyka przez duże M dzisiaj konkuruje z tą komercją, z „muzyką do piwa”?

JS: Ja myślę, że jest muzyka dobra i zła, nie ma innego jej wartościowania. Uważam, ze w każdym czasie powstają utwory ponadczasowe i takie, które przemijają. Tak samo w muzyce popularnej, jak i artystycznej. Oprócz Beethovena, Mozarta, Chopina, były dziesiątki innych kompozytorów, tworzyli też muzykę, która była ciekawa, a przetrwali tylko niektórzy, Jest to jakieś zaklęcie czasu, że niektórzy zostają inni nie. Podobnie jest w poezji, literaturze i innych dziedzinach sztuki. W każdej muzyce są piękne utwory, też w tej popularnej. Oczywiście są pewne mody, techniki, ale myślę że to przeminie. W muzyce, moim zdaniem, najważniejsza jest melodia. Mozarta kochamy do tej pory, dlaczego? Bo był twórcą m.in. wspaniałych melodii.

DT: Rozmawiamy cały czas o muzyce. A przecież jest Pan także cenionym poetą…

JS: Piszę wiersze w języku polskim i kaszubskim. Jednak, jeśli chodzi o poezję, to ciągle mam wrażenie, że apogeum twórczości jest jeszcze przede mną. Odzwierciedla to choćby liczba rozmaitych nagród. 9 lipca mój tomik wierszy „Lustro rzeki” został wyróżniony na XVII kościerskich targach książki kaszubskiej i pomorskiej „Costerina 2016”, 27 września zdobyłem II miejsce w ogólnopolskim konkursie na piosenkę w języku kaszubskim, a 1 października też II miejsce w wejherowskim XVII Ogólnopolskim Konkursie im. Jana Drzeżdżona. 25 listopada, w Lęborku, odbędzie się wręczenie kolejnej nagrody. Cztery nagrody w ciągu kwartału, to znak, że wciąż jeszcze mam coś do powiedzenia.
DT: Na pewno ma Pan do powiedzenia sporo. Dowodzi tego liczba publikacji i Pana utworów, i prac o Panu. Dowodzi tego także powszechne uznanie, którego wyrazem jest przyznanie Panu Złotego Krzyża Zasługi…

JS: Rzeczywiście publikacji było trochę. Tylko w ciągu ostatnich 2 lat wydałem 1 tomik poetycki, 3 płyty CD, moje piosenki pojawiły się w 4 śpiewnikach i 2 podręcznikach szkolnych oraz podręczniku gimnazjalnym „W jantarowi krojnie” ukazał się wywiad ze mną i opublikowano wiersz. Ukazała się też praca naukowa w całości poświęcona mojej twórczości muzycznej, a w 3 kolejnych rozprawach doktorskich omawiano moje utwory. W internetowej Encyklopedii Teatru Polskiego zamieszczono hasło omawiające moja twórczość teatralną. Był też koncert w Radio Gdańsk z moimi piosenkami. To przeczy tezie, że tworząc po godzinach pracy w szkole, jestem „mniej obecny” w kulturze. Przeczy temu też wyróżnienie mnie Krzyżem Zasługi. Jestem obecny i jeszcze jakiś czas nie zamierzam się wycofywać z tworzenia. Wciąż jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa.

DT: Dziękuję za rozmowę. Życzę jeszcze wielu wspaniałych utworów. Zarówno tych tworzonych w słowach, jak i tych, których materią są nuty.

Komentarze