Wokół nas

Armagedon na zawsze zmienił Dziemiany

Prawie 100 uszkodzonych bądź całkowicie zniszczonych domów, straty w ponad 300 obiektach gospodarczych, do tego tysiące hektarów powalonych lasów państwowych i prywatnych, a także straty w uprawach, na drogach i obejściach. To obraz tragedii, którą od piątkowej nocy z 11 sierpnia przeżywają mieszkańcy gminy Dziemiany.

Godzina „0”, której nikt się nie spodziewał

Tego nikt się nie spodziewał. To była piękna letnia noc, choć ludzie mówią, że było dziwnie wtedy ciepło, aż za ciepło. Godzina zero nastąpiła około 23:00.

– Najpierw był wiatr, potem błyski, jeden po drugim. To była prawdziwa dyskoteka na niebie. Bez grzmotów – opisuje pan Łukasz.

– Ja czułam, że to nie jest zwykła burza. Obudziłam męża, czułam niepokój – dodaje pani Mirka. Wszystko trwało pół godziny, ale mieszkańcy Dziemian mówią, że było to najdłuższe pół godziny w ich życiu.

– Woda lała się do domu oknami i drzwiami, wokół jeden trzask. My staliśmy ubrani w korytarzu i mówiliśmy różaniec – mówi pani Bożena, która mieszka na pustkach wokół Dziemian. – Nic wtedy nie czułam, chciałam, żeby to się tylko skończyło – dodaje ze łzami w oczach.

Obraz tragedii przeraził po północy

Obraz tragedii mieszkańcy zobaczyli już o północy. Na prawie stu domach mieszkalnych wichura zmiotła dachy, większość obiektów została zalana, a najgorsze było na drogach i w lasach. Siostra pana Łukasza wracając z wakacji utknęła samochodem między Raduniem a Dziemianami.

– Po wichurze chcieliśmy do nich dotrzeć, ale wszystkie drogi były zablokowane drzewami, nigdzie nie było przejazdu – opowiada pan Łukasz.

Do akcji od razu przystąpili strażacy-ochotnicy, którzy udrażniali drogi i pomagali najbardziej poszkodowanym mieszkańcom. Strażacy z PSP najpierw zajęli się odtarasowaniem krajowej „20-stki” na wyjeździe z Kościerzyny.

– Wtedy myśleliśmy, że tam jest tragedia. Ale w porównaniu z tym, co zastaliśmy w Trzebuniu… To w Kościerzynie jest sanatorium! A tu – kataklizm – opisywał kilka dni po tragedii Tomasz Klinkosz, komendant PSP w Kościerzynie.

Pierwsze dni – liczenie ogromnych strat

 

Najbardziej ucierpiała zachodnia część gminy, czyli część wsi Raduń, Kalisz, Dziemiany, a najbardziej wieś Trzebuń i pobliskie mniejsze miejscowości. W całym sołectwie zawaliło się około 90 procent lasów, a wichura znacznie uszkodziła także budynki gospodarcze i mieszkalne.

– Niektóre stodoły poskładały się jak domki z zapałek – mówi sołtys Mieczysław Jenta.

To jakiś cud, że nikomu nic się nie stało. A było blisko, w jednym z domów gałąź przebiła się przez okno i zatrzymała może pół metra od łóżeczka, w którym spało dwumiesięczne dziecko. Na szczęście nie doszło do tragedii. – Poświęcenie i ofiarność ludzi, a w przypadku strażaków OSP i tych, którzy do nich dołączyli wręcz heroizm sprawiały, że z godziny na godzinę wydobywaliśmy się z katastrofy – pisała kilka dni po tragedii na facebook’u radna Joanna Turzyńska z Trzebunia, która by skorzystać z Internetu musiała dojechać do Brus bądź Kościerzyny.

Mieszkańcy Trzebunia, jak i całej gminy po kataklizmie zostali odcięci od świata, przez pierwsze dni nie było zasięgu telefonicznego i Internetu, przez kilka dni nie było wody, a prądu nawet w niektórych miejscach nie ma do dzisiaj.

 

Fale pomocy płynęły do Dziemian z całej Polski

 

W Urzędzie Gminy już w sobotę powołano sztab kryzysowy, który koordynował prace, najpierw ratunkowe, a potem pomocowe. – Od środy otrzymywaliśmy ogromną pomoc od wielu samorządów i wolontariuszy – opowiada Krzysztof Rolbiecki.

To on odbierał wiele telefonów z propozycją pomocy.

– Dostaliśmy 14 agregatów od prezydenta Gdyni, codziennie przyjeżdżali do nas ludzie z wodą, żywnością, paliwem. To było niesamowite – dodaje pan Krzysztof.

Gmina otrzymała też pilarki, a także łańcuchy i prowadnice. – To wszystko wciąż jest nam potrzebne, bo ciągle pracujemy. Potrzebne są nam również nowe mundury, które mocno zostały uszkodzone – podsumowywał Wojciech Szyszka, komendant gminny OSP w Dziemianach. Strażacy uruchomili specjalny numer konta bankowego, na który osoby dobrej woli mogą wpłacać środki na ich rzecz.

– Obecnie nie potrzebujemy już żywności czy wody. Ale wciąż przyjmiemy paliwo do agregatów, by dostarczać je naszym mieszkańcom – mówi Krzysztof Rolbiecki.

Gmina Dziemiany czeka też na wykwalifikowanych pilarzy, którzy chcieliby pomóc w uprzątnięciu setek hektarów powalonych lasów.

 

Poszkodowani właściciele lasów zostawieni sami sobie

 

Pierwsza pomoc do poszkodowanych mieszkańców już trafiła.

– Wypłaciliśmy już zasiłki, te w kwocie do 6 tysięcy złotych – mówi wójt Leszek Pobłocki. – Teraz specjalne komisje odwiedzają mieszkańców, by ocenić jaka kolejna pomoc jest potrzebna. Może to być 40 tysięcy złotych na remont domu bądź nawet do 200 tysięcy zł na odbudowę – dodaje wójt Dziemian. W najgorszej sytuacji znaleźli się jednak właściciele lasów prywatnych.

– To ponad sto osób, które straciły swoje lasy, czyli swój największy majątek – podkreśla Leszek Pobłocki, który wraz ze starostwem z Kościerzyny zorganizował spotkanie w Ośrodku Kultury dla osób poszkodowanych. Przybyło na nie ponad sto osób, w tym Andrzej Parzątka Lipiński z Turzonki, który stracił 80 ha lasu.

– Nic nowego niestety się nie dowiedzieliśmy. Na razie jesteśmy zostawieni sami sobie – mówi pan Andrzej.

– Powinni wstrzymać wycinkę w innych rejonach Polski i kupić nasze powalone drzewo w rozsądnej cenie – grzmiał na spotkaniu Nikodem Strahl, który stracił 29 ha lasu. Wielu konkretnych informacji na spotkanie nie przywieźli też pracownicy starostwa.

– W tej chwili mamy tylko zapewnienie wojewody, że będą odszkodowania dla właścicieli lasów prywatnych. Ale nie znamy jeszcze szczegółowych wytycznych – mówiła w Dziemianach Jolanta Szparkowska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego w Kościerzynie.

– Nie rozumiem czemu my musimy czekać. To rząd powinien nam pomóc od razu – kończył swoją wypowiedź Nikodem Strahl. Mieszkańcy gminy Dziemiany ze skutkami nawałnic będą się zmagali jeszcze wiele miesięcy, a nawet lat.

– Zapraszamy do nas panią premier, była w Chojnicach już dwa razy, to niech teraz przyjedzie i zobaczy co jest tutaj – podsumowywali rozgoryczeni mieszkańcy.

Anna Cupa-Dziemińska

 

 

Komentarze