Gmina Kartuzy Wokół nas

DŁUGI NALEŻY PŁACIĆ ! – NASZA INTERWENCJA

O sprawie tej głośno jest w mediach. Pierwszy napisał o niej „Fakt”, a jego informacje powtórzyły lokalne portale internetowe. „Bohaterem” jest Marian Reszke z Łapalic pod Kartuzami. Przedstawia on się dziennikarzom, jako ofiara, która wpadła w sidła lichwiarza. Według niego za obiecane, ale nie wypłacone 250 tysięcy ma stracić gospodarstwo warte 5 milionów.

Zwróciliśmy się do drugiej strony z prośbą o komentarz do wypowiedzi Mariana Reszke. Okazało się, że między faktami, a „Faktem” są spore rozbieżności.

200 tysięcy pierwszy raz

Jak wynika z dokumentów, które są w posiadaniu redakcji nie była to pierwsza umowa pana Mariana Reszke. Pan Marian już wcześniej pożyczał pieniądze, a zabezpieczeniem tej umowy było jego gospodarstwo. Kiedy jednak nadszedł termin spłaty – postanowił pożyczyć kolejne pieniądze, po to by spłacić swoich poprzednich wierzycieli. Pierwsza z podpisanych notarialnie umów, której sygnatariuszem jest między innymi oskarżany przez niego o oszustwo Rafał U. opisuje właśnie taką operację finansową – nowi wierzyciele spłacają starych, w zamian za co ci dawni przenoszą własność gospodarstwa z powrotem na Mariana Reszke. Umowa została spisana przed notariuszem, więc żaden z sygnatariuszy nie musiał jej czytać. Odczytał ją w obecności wszystkich stron notariusz.

Rzeczywiście kwota spłaconych zobowiązań pana Mariana wyniosła ok. 250 tys. zł. Otrzymali je jego poprzedni wierzyciele, a on odzyskał swoje zastawione gospodarstwo.

300 tysięcy drugi raz

Kolejny akt notarialny to następne 300 tysięcy. Tym razem nie była to już spłata wierzycieli, a zwyczajna pożyczka. A więc dług wyniósł już pół miliona. Wówczas dokonano zabezpieczeń zobowiązań. Zabezpieczeniem tym było gospodarstwo. Podpisano więc umowę przewłaszczającą gospodarstwo na rzecz wierzycieli, a pan Reszke otrzymał 300.000 zł. Dowodem tego jest oświadczenie pana Mariana Reszki przed notariuszem.

Nadszedł termin spłaty

Jak wynika z naszych informacji historia ta miała miejsce w sierpniu 2014 roku. Dłużnik nie spłacał swoich zobowiązań. Po upływie około roku po terminie, w którym pożyczka miała być zwrócona, w grudniu 2015 roku wierzyciele zlecili geodecie wydzielenie z gospodarstwa działek celem ich sprzedaży po to, aby odzyskać dług. Wtedy Marian Reszke pisemnie oświadczył, że chce dług spłacić. Prawdopodobnie zależało mu na tym, aby przewlec sprawę. W każdym razie nic nie spłacił i zaczął unikać wierzycieli. W roku 2016 kilkakrotnie zaproponowano mu spotkanie i rozmowy na temat warunków spłaty. Pan Marian nigdy nie pojawił się na takim spotkaniu. Raz przysłał pełnomocnika, ale żadnych konkretów nie ustalono. Wreszcie w czerwcu 2016 r. wierzyciele wezwali dłużnika, by stawił się przed notariuszem. Zamierzali zwrócić mu większą część gospodarstwa, bez wydzielonych działek. Pan Marian wezwanie odebrał, ale u notariusza się nie stawił. Sporządzono więc akt notarialny, w którym potwierdzono niestawienie się dłużnika.

I wreszcie 1 września „Fakt” opisał tę historię, a raczej wersję podaną przez Mariana Reszke.

Ofiara?

Wersja wskazana przez dziennik Fakt zawiera wiele przeinaczeń. Po pierwsze i najważniejsze nieprawdziwa jest kwota zobowiązań pana Mariana. Mówi on dziennikarzom o 250 tysiącach, kiedy w sumie pożyczył pół miliona od Rafała U. i jego wspólnika.

Sporym nadużyciem jest też nazywanie pożyczkodawców „lichwiarzami”. Oba akty notarialne ustalają odsetki za nieterminowe spłacenie zobowiązań na poziomie odsetek ustawowych. Więc na pewno nie mamy do czynienia z lichwą.

Wartość gospodarstwa też została mocno zawyżona. Według naszych informacji przed zawarciem obu umów było ono warte ok. 600 tys. zł. Teraz wartość gospodarstwa wzrosła – w wyniku dokonanego przez wierzycieli i na ich koszt wydzielenia geodezyjnego. Jednak nadal jest to grubo poniżej 5 milionów. Sprawa rzeczywiście trafiła do prokuratury, ta jednak nie postawiła ani Rafałowi U., ani drugiemu wierzycielowi zarzutu wyłudzenia nieruchomości…

Co zatem dalej?

Pan Marian Reszke twierdzi, że został oszukany. Z potwierdzonych informacji wynika, że wierzyciele chcą mu zwrócić większą część gospodarstwa. Już po publikacji „Faktu” przekazali mu pismo informujące, że nadal aktualne jest zwrotne przeniesienie na niego własności części gospodarstwa.

Na razie więc „piłka jest na połowie” dłużnika, tj. Mariana Reszke. To od jego postępowania zależy, czy odzyska znaczną część gospodarstwa, czy może uwikła się w długotrwały i kosztowny proces.

Dariusz Tryzna, MW

Komentarze