Gmina Sulęczyno Wokół nas

KONCESJA NA NIEWYDOBYWANIE ŻWIRU

Pan Mirosław Marciński jest przedsiębiorcą zajmującym się wydobywaniem żwiru. Niestety koncesja, jaką dostał uniemożliwia mu tę działalność.

– Koncesję wykupiłem w lutym. Jest w niej zapis mówiący o możliwości eksploatacji złoża przez 200 dni w roku, jednakże poza okresem letnim – powiedział naszej gazecie – Problem powstał dlatego, że nie określono, co to jest okres letni.

Sto dni zamiast dwustu

Żwir można wydobywać wtedy, kiedy nie ma mrozów. Kiedy ziemia jest zmarznięta, nie ma możliwości dobrego odseparowania różnych jego frakcji. Czyli z przyczyn naturalnych odpadają 2 miesiące robót w zimie. Z kolei pani geolog pisząc swoją opinię na temat możliwości działania żwirowni zauważyła w okolicy 3 domki letniskowe. Dlatego napisała, żeby prace prowadzić poza okresem letnim. Nie chciała by żwirownia przeszkadzała letnikom. Ten sam zapis pojawił się w wydanej przez starostwo koncesji. Kiedy przyszło do praktycznego egzekwowania tego zapisu Rada Gminy poinformowała starostwo, że okres letni obowiązuje od 1 czerwca do 31 września. Ten zapis wynika z kolei z uchwały Rady Gminy dotyczącej wywozu śmieci. Notabene uchwały błędnej, którą już rada uchyliła. Odpadają więc kolejne 4 miesiące. Gdyby nawet żwirownia pracowała w soboty niedziele i święta pozostaje już tylko 6 miesięcy – 180 dni. Jeśli zaś odliczyć dni wolne od pracy okazuje się, że pan Marciński zapłacił za koncesję na 200 dni, a pracować może niewiele ponad 100 dni w roku.

Geolog przyznaje się do błędu

Pani geolog doszła do wniosku, że popełniła błąd i napisała kolejny wniosek, w którym doprecyzowała dni, w których jej zdaniem żwirownia nie powinna pracować. Niestety, aby zmienić ustalenia obecne w koncesji wniosek ten musi powtórnie przejść całą procedurę uzgodnień, by wreszcie trafić do starostwa. Zanim to nastąpi – lato minie.

Uciążliwość?

Według znajdujących się  dokumentacji sprawy ekspertyz, wywoływany przez żwirownię hałas ma natężenie 40 decybeli i w zasadzie nie jest słyszalny poza wyrobiskiem. Dla porównania – hałas wywołany przez przejeżdżające szosą samochody to 60 dB.

– Od miejsca, w którym znajdują się domki letniskowe, żwirownię oddzielają wały ochronne – mówi Mirosław Marciński – W dodatku nie pracujemy w godzinach, w których ludzie szczególnie potrzebują ciszy. Rozpoczynamy prace o 8, a kończymy o 16.30.

W imię czyjego interesu społecznego?

Zapisane w koncesji ograniczenie możliwości wydobycia miało chronić interes właścicieli domków letniskowych. Jeden z nich rzeczywiście mieszka na miejscu, a drugi jest mieszkańcem Wejherowa. Domki ma na wynajem.

Przeciwko ich interesowi jest interes mieszkańców gminy: pracowników firmy i ich rodzin oraz tych, którzy by mogli znaleźć pracę w żwirowni. Interes firmy, która płaci w gminie i powiecie podatki. Wreszcie interes gminy jako samorządu ponieważ Pan Mirosław pomagał  urzędowi dostarczając kruszywo.

– Gminie dostarczałem żwir nieodpłatnie. I nie tylko żwir, a także i kamienie. Kiedy gmina robiła drogę na Widną Górę, większość materiału pochodziła z tego wyrobiska. Dzięki temu niewielkie były koszty transportu, a ciężkie samochody nie niszczyły dróg. Firma wykonawcza wiedząc, że ma tak blisko żwirownię, mogła dać niższą cenę i gmina zaoszczędziła sporo pieniędzy. Początek lata mieliśmy deszczowy. I gmina prosi mnie, żeby zaryzykować i przygotować im kruszywo do łatania dróg. Nawet pomimo zakazu – tłumaczy Mirosław Marciński – Ja jednak nie mogę na to się zgodzić. Złamanie warunków koncesji mogłoby skutkować jej odebraniem. Wszyscy chcą mieć dobre drogi, ale na to trzeba mieć materiał, a wszystkiego nie możemy sprowadzać z zagranicy.

Procedura

Zmiana warunków koncesji to taka sama procedura, jak wydanie koncesji. Najpierw jest faza konsultacji, później są uzgodnienia, z których najważniejsze są te z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska i wreszcie starostwo wydaje decyzję. Dziś wszyscy, których opinie w tej decyzji muszą być uwzględnione są życzliwi panu Mirosławowi. Ale żeby przyspieszyć tryby urzędniczej machiny życzliwość ta powinna być znacznie bardziej aktywną.

– Po raz pierwszy spotykam się z takimi trudnościami – kończy skrzywdzony przedsiębiorca – A na terenie gminy Sulęczyno zrealizowałem już 10, albo więcej projektów. Mogę pokazać jak wyglądają tereny po mojej eksploatacji. Wcześniej były to chaszcze, tereny niezagospodarowane, a dziś są tam pola uprawne, rolnicy są zadowoleni, bo ziemia jest odkamieniona. Musimy zmienić te przepisy, bo jeśli tego nie zrobimy, to młodzi ludzie, nie mając tu możliwości pracy i zarabiania uciekną za granicę.

Gdy budowę Obwodnicy Metropolitalnej Trójmiasta zablokowały pisemka – protesty sołtysa i wójta trzeba było nacisków – petycji organizacji – Kaszubskiego Związku Pracodawców, samorządowców aby procedury przyśpieszyć. I dało się.

Co zrobić z tą sprawą dotyczącą małego przedsiębiorcy, a nie wielkiej inwestycji. Kto tu naciśnie? A może po prostu urzędnik zrozumie sprawę i bliźniego?

Do tematu będziemy powracać.

DT

Komentarze