Wokół nas

Nadleśnictwo Lipusz poniosło największe straty drzewostanu w całej Polsce

Zagłada lasów. Dramat leśników

Według Lasów Państwowych, nawałnica, która przeszła przez Polskę w nocy z 11 na 12 sierpnia spowodowała największą klęskę w dziejach polskiego leśnictwa. Zniszczone zostały 44 tysiące hektary lasu w całej Polsce, z tego prawie 20% w Nadleśnictwie Lipusz. O rozmiarach tragedii Ania Cupa – Dziemińska rozmawiała z Arkadiuszem Bronkiem i Anną Kukier z Nadleśnictwa Lipusz.

Red.: Po ponad tygodniu od katastrofy, udało już się oszacować straty?

Arkadiusz Bronk: Straty, które ponieśliśmy w wyniku nawałnicy, a które dotychczas podały nam leśnictwa, to 2 miliony metrów sześciennych drewna, które ta wichura powaliła. To jest obszar około 8 tysięcy hektarów lasu w samym Nadleśnictwie, a trzeba jeszcze dodać do tego wiele hektarów lasów prywatnych.

Red.: Nadleśnictwo Lipusz poniosło jedne z największych strat w całej Polsce?

A.B.: Tak, u nas mamy największe straty w całej gdańskiej Dyrekcji Lasów Państwowych. Straty sięgają 95% drzewostanu, szczególnie w zachodniej i północnej części naszego Nadleśnictwa. To olbrzymia, niewyobrażalna strata. Najbardziej ucierpiały leśnictwa Dywan, Glinowo, Sulęczyno, Zdroje. Takiej klęski nie doświadczyliśmy tutaj od wielu pokoleń. Nasi leśnicy są załamani ogromem strat.

Red.: Czy wszystkie drogi już udało się odblokować?

Anna Kukier: Prace przy udrażnianiu tras komunikacyjnych oraz dróg przeciwpożarowych zakończyły się. Wszystkie służby leśne pracowały od ubiegłej soboty niemal non stop oczyszczając i udrażniając drogi prowadzące przez nasze lasy. Ilość pracy do wykonania była gigantyczna. Miejscami, w najcięższych rejonach, drogi tarasowały prawdziwe ściany połamanych drzew. Sięgały niekiedy do wysokości kabin pracujących w lesie pojazdów, to około 3-4 metrów.

Red.: Ten krajobraz w lasach wciąż jest dramatyczny. Ile osób skierowaliśmy do pracy?

A.B.: Oczywiście w lasach od samego początku są pracownicy leśni, firmy, które normalnie u nas pracują, są też wciąż energetycy, służba drogowa, strażacy, wolontariusze. To są setki ludzie, którzy od ponad tygodnia udrażniają drogi i pasy energetyczne. Praca będzie tak długo trwała, aż wrócimy do normalności. Od piątku pomagało nam też dwudziestu żołnierzy, którzy wspomagali jednostki straży pożarnej na terenie Leśnictwa Zarośle.

Red.: Przez pierwszy tydzień po katastrofie, mieli Państwo również ogromne problemy z łącznością? Czy one już się zakończyły?

A.K.: Tak mamy już prąd i Internet. Ale przez pierwszy tydzień korzystaliśmy z uprzejmości Nadleśnictwa Kościerzyna, tam przenieśliśmy część naszego biura, aby móc mieć kontakt ze światem, a też informować Państwa o naszej sytuacji.

A.B.: Naszym pierwszym działaniem było powołanie sztabu kryzysowego, a też wprowadzenie zakazu wstępu do lasu.

Red.: Wchodzenie do lasu wciąż grozi utratą zdrowia a nawet życia?

A.B.: Tak, oczywiście, a czasem nie zdajemy sobie niestety z tego sprawy. Niektóre drzewa są mocno nadwyrężone, mogą mieć wewnętrzne uszkodzenia i w każdej chwili grożą złamaniem. To jest ogromne zagrożenie. Będziemy pilnowali tego zakazu, aby nikomu nic się nie stało. I prosimy, apelujemy, aby nie wchodzić do lasów, które zostały uszkodzone przez nawałnicę.

Red.: Jak długo te zakazy będą obowiązywały?

A.B.: To może potrwać bardzo długo. Wszytko zależy od tego, jak długo potrwa nam posprzątanie lasów. Stopniowo będziemy oczyszczali leśnictwa.

Red.: W mediach ogólnopolskich w pierwszych dniach po katastrofie mówiło się głównie o lasach wokół Rytla, ale największe straty w drzewostanie dotknęły właśnie Nadleśnictwo Lipusz?

A.B.: Jeśli chodzi o lasy, to u nas są największe straty. Dzięki Bogu, nie mamy ofiar śmiertelnych. Jest u nas przecież mnóstwo domków letniskowych, pensjonatów, to wielki cud, że nikomu nic się nie stało.

Red.: Oszacowali już Państwo, na jakiej powierzchni będzie trzeba zasadzić nowy las?

A.B.: Według naszych wstępnych szacunków las będzie trzeba odnowić na powierzchni około 8 tysięcy hektarów.

Red.: Jak dalej będzie wyglądała praca w lasach Nadleśnictwa?

A.K.: Do poniedziałku pozwoliliśmy naszym ekipom odpocząć. Wszyscy pracowali nieprzerwanie od 12 sierpnia, potrzebowali choć chwili normalnego snu. W poniedziałek zaczęliśmy logistyczne przygotowania do oczyszczania pierwszych zrujnowanych obszarów naszych lasów. Praca przy wyciąganiu z lasu wiatrołomów (drzew złamanych) i wiatrowałów (drzew wyrwanych i przewróconych w całości, z korzeniami) zapowiada się na bardzo trudną. Warunki są ekstremalne. Drzewa miejscami leżą bezładnie, często jedne na drugich, do wysokości kilku metrów.

Red.: Dziękuję za rozmowę

Komentarze