Kultura Wywiady

„… POLACY WINNI BYĆ CZUJNI, BO WOLNOŚĆ NIE JEST DANA RAZ NA ZAWSZE …”

Rozmowa z  Waldemarem Bonkowskim człowiekiem, który nigdy nie wstydził się barw biało-czerwonych, dla którego hymn Polski gra codziennie w telefonie i, który mówi o sobie „Wolny Polak”. Z naszym członkiem Senatu RP o dzisiejszym patriotyzmie rozmawiał Dariusz Tryzna naczelny Kuriera Kaszubskiego.

Dariusz Tryzna: Polska niepodległa, Polska wolna to dla Pana jaka data?

Waldemar Bonkowski: Pierwsza data mówiąca o Polsce wolnej i niepodległej to 11 listopada 1918 r. a druga – 25 października 2015 r., kiedy to Naród wybrał Prawo i Sprawiedliwość i pozbawił władzy PO i PSL, powstrzymując tym samym rabunkowe rządy tych partii. Wbrew temu co mówi prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz, tą datą na pewno nie jest 4 czerwca 1989 r., czyli dzień tzw. wyborów kontraktowych –pozwolono wówczas tylko, by do Sejmu weszła około jedna trzecia niezależnych parlamentarzystów, pozostałą większość mandatów objęli komuniści. Jedynie do Senatu nie było ograniczeń i na 100 senatorów znalazło się tam 99 niezależnych. I to był to cały sukces wolnych Polaków – władza w Polsce nadal pozostała w rękach komunistów czyli zalegalizowano jedynie w nowej formule PRL-bis.

 

D.T.: Wydarzenia ostatnich miesięcy  w relacjach Polska – UE pokazują, że hasło „wolność nie jest dana na zawsze, o nią trzeba ciągle walczyć” jest ciągle aktualne. Czy zgodzi się Pan z tym twierdzeniem?

W.B.: Tak, zawsze i wszędzie o tym mówiłem, że Polacy powinni być czujni, bo wolność nie jest dana raz na zawsze. Wrogie siły wobec Polski wciąż istnieją, wystarczy posłuchać wypowiedzi niektórych przywódców unijnych czy państw europejskich. Szczególnie dotkliwi są rodzimi zdrajcy, choć ci istnieli od zawsze, poczynając od najboleśniejszej i najpodlejszej w historii Polski zdrady przez targowiczan a kończąc na zdradzie dokonywanej dla prywatnych korzyści, przywilejów i interesów przez tzw. Totalną opozycję, której reprezentanci donoszą na własną Ojczyznę do Brukseli, atakują Matkę-Polskę, bo dla nich nie ma żadnej świętości, gotowi są służyć „pod każdym butem”, zdradę wyssali z mlekiem matki od pokoleń. Jak zabiegać o wolność? Pracować uczciwie, wychowywać dzieci w patriotyzmie, szacunku do tradycyjnych wartości, chwalebnej przeszłości. Każdy swoją postawą może przeciwstawiać się szerzeniu lewackich ideologii typu gender. Dziś walczy się z tradycją chrześcijańską i widzimy jak Europa traci przez to tożsamość, przez swoją poprawność polityczną straciła instynkt samozachowawczy a w miejsce chrześcijaństwa wdziera się coraz szybciej islam. Wszystko wskazuje na to, że Polacy, podobnie jak w czasie Viktorii Wiedeńskiej  uchronili Europę przed inwazją turecką czy w roku 1920 uratowali Europę przed ”Czerwoną Zarazą”, znów staną się bastionem Europy broniąc jej przed hijrą, najazdem islamistów.

 

D.T.: Jak w takim razie określić tych naszych polityków którzy według nich w obronie demokracji i wolności w Polsce zwrócili się o interwencję do obcych rządów?

W.B.: Jak określić? Rodzimi zdrajcy, potomkowie targowiczan, pachołki moskiewskie i sługusy Niemiec. To nie są inwektywy, lecz stwierdzenie faktów. To nie są prawdziwi Polacy. Totalna opozycja nie jest żadną partią polityczną, bo partie mają swoją ideologię i program a to jest konglomerat grup interesów i ‘geszefciarzy’. Dla nich państwo narodowe nie istnieje. Czują się raczej Europejczykami a nawet obywatelami świata.

 

D.T.: Czy ta dzisiejsza walka o niezależną Polskę dotyczy tylko rządzących – polityków  czy też zwykłych obywateli. Jak oni mogą się w nią włączyć, czy, na przykład – mają nie robić zakupów we francuskich czy niemieckich marketach?

W.B.: Ta ciągła walka o niezależną Polskę dotyczy przede wszystkim zwykłych obywateli, bo politycy bywają różni. Potrzeba odważnych obywateli, bo trzeba wciąż jeszcze odkłamywać naszą historię. Ci, którzy czują się Polakami powinni wspierać patriotyzm gospodarczy a wtedy państwo polskie będzie bogate bogactwem swoich obywateli.  Na ile to tylko możliwe, zakupów w obcych supermarketach powinniśmy unikać na rzecz polskich sklepów. Jak słyszymy z mediów, w tych supermarketach towar, owszem, bywa tańszy, ale głównie dlatego, iż ma znacznie niższą jakość niż identyczny towar w sklepach sieciowych na Zachodzie. Niestety, na ten temat lewackie europejskie media milczą.

 

D.T.: Czy według Pana nasz najbardziej widoczny patriotyzm – biało czerwone ubrania czy gadżety podczas zmagań sportowych z udziałem naszych reprezentantów to wystarczający przejaw miłości do naszej ojczyzny, czy też widziałby Pan tu większe zaangażowanie, na przykład – to co zrobili kibice Legii podczas meczu z Kazachstanem?

W.B.: Ta akcja była niezwykle chwalebna i godna podziwu. Takie działania budzą poczucie dumy narodowej, dumy z historii naszej Ojczyzny, w której nie byliśmy agresorami lecz ofiarami, a jednak nie zabrakło nam odwagi i męstwa. Ale to nie wszystko. Bo dobrze, że pokazują się te banery, te komunikaty odkłamujące naszą historię. Docierają one do opinii publicznej w Europie i na całym świecie, często lepiej i skuteczniej niż działania polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Oprawa meczu z Kazachstanem była mocna, ale prawdziwa. Taki właśnie przekaz potrafi wzbudzić reakcję. Te działania obalają mit, w którym fałszywie przedstawia się wszystkich kibiców, nazywając ich obraźliwie „kibolami”. Jestem pewien, że gdyby wróg stanął u naszych bram, to ci właśnie ludzie jako pierwsi zerwaliby się do walki w obronie Ojczyzny. Tak, oni a nie tzw. białe kołnierzyki, co tak chętnie mówią o tolerancji, o miłości do nachodźców. Tacy ludzie w historii zawsze okazywali się „dekownikami”.  Po każdym zwycięstwie są pierwsi w kolejce do przywilejów i korzyści. Przypomnę, że w 1920 r. zaledwie 3% Polaków zaangażowało się czynnie w obronę Ojczyzny, podczas II wojny światowej aktywnie walczących było także niewiele, bo 6%. To byli najlepsi synowie Polski. Dziś niestety jest podobnie, nadal tylko nieliczni zabiegają o Polskę.

 

D.T.: Wiadomo, że patriotyzm wynosi się z domu i szkoły czy według Pana, rodzice i nauczyciele dziś dobrze z tego zadania się wywiązują?

W.B.: Nauczyciele, ci nieliczni, którzy to robią, są dziś nadal szykanowani i wyrzucani z pracy, gdyż całą oświata jest wciąż zdominowana przez post-komunistów i wszystkie ich mutacje. Wiedzę jednak dużą szansę we wprowadzeniu przez państwo nowych podstaw programowych do szkół, powrót do wartościowych lektur, dzieł naszych wieszczów narodowych, do prawdziwej, niezakłamanej historii. Te nowe podstawy programowe uniemożliwią nauczycielom skażonych komunistyczną przeszłością stosowanie dowolności w szkołach publicznych. Podstawy programowe muszą być propaństwowe. Poszanowanie tradycyjnych wartości wynosi się głównie jednak z domu a z tym bywa różnie. Lata komuny zrobiły swoje, także lata PRL-bis, kiedy to narracja płynąca z Zachodu z przekazem podprogowym do świadomości, konsumpcjonizm i znieczulica zatruły psychikę wielu Polaków w ostatnim pokoleniu. Ten proces będzie najtrudniejszy do odwrócenia, wymagało to będzie pracy organicznej na kilka pokoleń. Bo zdeprawować naród można przez jedno pokolenie a żeby  odbudować trzeba co najmniej 200 lat, jak z przysłowiowym angielskim trawnikiem.

D.T.: W ostatnim miesiącu było głośno o Pana wystąpieniu w Senacie z dn. 21.09.2017r. Rozumiem, że dla Pana obrona Polski przed uchodźcami z krajów muzułmańskich jest patriotyzmem.

W.B.: Tak, obrona przed uchodźcami, a raczej zwać ich trzeba nachodźcami, jest patriotyzmem. To powinna robić cała Europa. Zaznaczam po raz kolejny, że pomoc ofiarom wojny powinna być udzielana na miejscu, w ich ojczyznach. Ci ludzie tego oczekują i mówią o tym, proszę obejrzeć niezależne reportaże, jest mnóstwo materiału na ten temat. Europę nachodzą zupełnie inni ludzie, zdrowi młodzi mężczyźni po przeszkoleniu wojskowym, w większości dobrze uposażeni. Czy Polacy po II wojnie światowej i zniszczeniu Warszawy uciekali? Nie, lecz ci, co przeżyli, zakasali rękawy i wzięli się do odbudowy. Po wojnie wyjechali z kraju jedynie ci, którym udało się uciec przed prześladowaniami UB. Polacy wyjeżdżając na Zachód wiedzą, że są gośćmi i jako tacy się zachowują – szanują kulturę, porządek i prawo danego państwa, pracują, odprowadzają podatki, nie dążą do demontażu państwa w którym goszczą, czy narzucania mu swoich praw i religii, jak ma to na przykład miejsce z uchodźcami muzułmańskimi w Szwecji, Niemczech, Francji czy w stolicy Anglii. Mamy wielu obcokrajowców, którzy żyją i pracują spokojnie w naszym kraju, np. Wietnamczycy. Przyjęliśmy ponad 2 miliony Ukraińców, polski Caritas działa na miejscu, np. w Syrii, więc wmawianie nam, że nie chcemy pomagać, jest kłamstwem.

 

D.T.: Za rok 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Co według Pana należałoby zrobić, aby data ta stała się świętem dla całego narodu, aby zniknęły dzielące dziś go podziały.

W.B.: Wierzę, że ten ideał, aby Święto Niepodległości było świętem wszystkich Polaków, jest możliwy do osiągnięcia. Powinien powstać jakiś wspólny symbol, pod którym wszyscy się zjednoczą.  Przychodzi mi na myśl, by na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości bądź na 100-lecie Bitwy Warszawskiej zwanej Cudem nad Wisłą, zbudowany został potężny łuk triumfalny, np. w miejscu palmy na Rondzie de Gaulle’a, jako przeciwwaga dla Pałacu Kultury – sowieckiej maczugi wbitej w serce Polski. Pod takim symbolem wszyscy Polacy, bez względu na poglądy polityczne,  mogliby się wspólnie gromadzić podczas ważnych polskich świąt narodowych.

D.T.: Dziękuje za rozmowę.

Komentarze