Gmina Lipusz Wokół nas

POMAGALI, TERAZ SAMI PROSZĄ O POMOC

Dla lipuskich strażaków-ochotników praca przy usuwaniu skutków nawałnicy zaczęła się w piątek 11 sierpnia parę minut po 22.00. Skończyła się po dwóch tygodniach.

Akcja zaczęła się nietypowo. Nie było prądu, nie działały syreny, były też kłopoty z łącznością telefoniczną. Kiedy nadszedł sygnał, że wiatr uszkodził budynek we wsi, nie było jak zawiadomić członków straży. Więc samochód na sygnale objechał całą wieś i w ten sposób ściągnął druhów do pracy.

Udrażnianie dróg a’la Chwarszczyński

– Początkowo zajmowaliśmy się głównie udrażnianiem dróg. Było ciemno, cięliśmy drzewo za drzewem, posuwaliśmy się o kilka metrów do kolejnych drzew i tak w kółko. Dopiero kiedy nadszedł świt mogliśmy się rozejrzeć wokół. I zobaczyliśmy, że lasów już nie ma. Wtedy dopiero zdaliśmy sobie sprawę z rozmiarów kataklizmu – mówi komendant i prezes lipuskiej OSP Marek Chwarszczyński.

Pierwszy dyżur skończył się po 24 godzinach. Usuwanie szkód trwało dalej. Już w niedzielę o 8 rano przyszły kolejne dyspozycje. Straż pracowała głównie przy udrażnianiu dróg.

– Gdybyśmy to robili tak, jak „się powinno”: cięli drewno na kloce i odkładali gdzieś na bok, prawdopodobnie jeszcze dziś nie dałoby się do Lipusza dojechać. Całe szczęście, że mam firmę, która dysponuje koparko-ładowarkami i ciągnikami. Mimo dnia wolnego ściągnąłem pracowników i sprzęt firmy ,,rzuciliśmy” na zawalone drzewami drogi. Ciężkie maszyny po prostu wypychały drzewa z drogi i czyniły ją przejezdną – wspomina Marek Chwarszczyński.

Stanęli na wysokości zadania

Kto wie, czy nie ważniejszym zadaniem, niż usuwanie skutków nawałnicy była dla strażaków aprowizacja odciętych od świata terenów. Tam, gdzie nikt nie mógł dojechać, dojeżdżali oni – z wodą, żywnością, paliwem do agregatów, środkami czystości, lekami. Poza tym straż zabezpieczała uszkodzone przez żywioł budynki i pomagała ewakuować z nich ludzi i zwierzęta.

Lipuskich ochotników bardzo szybko wsparli koledzy z innych jednostek. Często nawet z bardzo odległych miejscowości. Było to logiczne. Straże w pobliskich miejscowościach miały podobną pracę na swoim terenie.

– Jestem za tę pomoc ogromnie wdzięczny. Nie chcę jednak nikomu specjalnie dziękować, bo na pewno nie wymieniłbym wszystkich jednostek i kogoś skrzywdził. Natomiast na pewno podziękowania należą się Urzędowi Gminy, który stanął na wysokości zadania i wzorowo współorganizował całą akcję. Mieliśmy wszystko: posiłki regeneracyjne, napoje, paliwo… – wspomina Marek Chwarszczyński – Tę wzorową organizację widać było zwłaszcza, kiedy opowiadano nam o warunkach pracy w innych gminach, gdzie rozmiary klęski przerosły kompetencje odpowiedzialnych za koordynowanie akcji ludzi.

Nie wytrzymał trudów akcji

W akcji „poległ” samochód średni, którym dysponowała jednostka. Miał już 20 lat i kiedy się zepsuł okazało się, że koszty naprawy będą wyższe, niż cena nowego. W akcji zostało też zniszczone umundurowanie specjalne. Druhowie potrzebują pomocy z zewnątrz. Zakup umundurowania, czy samochodu zawsze był wspierany przez gminę. Dziś, po tylu niespodziewanych wydatkach, gminy nie stać na pomoc. Jednostka nie potrzebuje już natomiast pił.

MW

Komentarze