Wokół nas

Z PRZECHODZĄCYM NA EMERYTURĘ KOMENDANTEM POWIATOWYM OSP EDMUNDEM KWIDZIŃSKIM ROZMAWIAŁ DARIUSZ TRYZNA

Darisuz Tryzna: Panie komendancie, jaki był stan kartuskiej straży pożarnej, kiedy zaczynał pan swoją karierę zawodową?

Edmund Kwidziński: 15 czerwca 1974 roku jedyną domeną działalności straży były pożary lasów, budynków gospodarczych, obiektów różnego typu. Ich było niewiele – około 40 w roku. Oczywiście wyposażenie jednostek było zupełnie inne, dostosowane do tej sytuacji, czyli do gaszenia pożarów. Trwało to do końca lat 80. Wyposażenie się zmieniało: kolejne samochody, budowano w czynie społecznym strażnicę. W końcu lat 70., kiedy sprawę przejęło centrum operacyjno-szkoleniowe zaczęły się takie ćwiczenia jak koncetracja, czyli z danej gminy o określonym czasie, popołudniami, wieczorami, w soboty, robiono ćwiczenia integracyjne dla strażaków. Rozpoczęliśmy system szkolenia skoszarowanego. Rozpoczęliśmy też z bardzo wielkim trudem zawody sportowe w różnych gminach i powiatowe. To nie było łatwe, bo trzeba było jeździć po jednostkach, namawiać i w różny sposób udowadniać, że jest to potrzebne. Teraz nikt nie jeździ po jednostkach, teraz jest inaczej: jest hasło są zawody, jest termin, wszyscy znają regulamin, wszyscy wiedzą jak się przygotować. My mamy taki nietypowy regulamin, ponieważ mamy aż pięć konkurencji. I cały czas trzymamy te grupy wiekowe: 12-15, 15-18, bo to jest przecież wiekowe zaplecze naszych jednostek. Oczywiście wtedy już rozpoczęto bardzo szybko modernizację w zakresie indywidualnej ochrony strażaka i tak w zasadzie to z wielkim trudem toczyło się to do końcówki lat 80. W tym czasie rosła też liczba interwencji . W latach 80. doszła do 100-150 rocznie, ale były one bardziej różnorodne. Wyjazdy do pożarów to była zaledwie połowa naszych akcji. I ta proporcja nadal się zmienia.

Cały wywiad w najnowszym numerze Kuriera Kaszubskiego

Komentarze